6/07/2018

Zalipianki Ewy Wachowicz - czy warto tu wpaść?

kolorowe-salatki-widok-z-gory

Podczas naszego pobytu w Krakowie do Zalipianek trafiłyśmy dwa razy. Pierwszy raz na kawę, bo spacerując po Plantach bardzo nam się spodobał ogródek i wystrój tego lokalu i postanowiłyśmy tu odpocząć.  A drugi raz na sobotnią kolację, ponieważ  pijąc kawę podziwiałyśmy piękne dania, które pojawiały się przy stolikach wokół nas. Jak wiadomo je się oczami, więc zachęcone apetycznie wyglądającym talerzom zrobiłyśmy rezerwację na kolejny dzień.
Czy faktycznie było warto ? O tym poczytacie w dzisiejszym wpisie.



Zalipianki Ewy Wachowicz - czy warto tu wpaść?
Lokal, który został otwarty na początku tego roku znajduje się w samym sercu Krakowa przy ulicy Szewskiej i sąsiaduje z Plantami. Jest bardzo przestronny i duży, dysponuje też przeszklonym, ciepło i przyjemnie urządzonym ogródkiem, który zachęca do wejścia.
"Jest takie miejsce na skraju Starego Miasta, w sąsiedztwie krakowskich Plant, gdzie barwna tradycja małopolskiego Zalipia wpisuje się w kulinarne dziedzictwo grodu królów Polski. Stworzone z pasją, powstałe z miłości do gotowania, z szacunkiem dla natury. Bazujące na lokalnych produktach i sprawdzonych recepturach. Takie są moje Zalipianki." - tak opisuje swój lokal jego właścicielka Ewa Wachowicz.
Jako czekadełko pojawią się na naszym stole podpłomyk z czarnuszką, jest świeżutki, chrupiący i pyszny. Towarzyszy mu domowy chleb upieczony na drożdżach oraz pasta z fasoli i smalec ze skwarkami. Początek naszej kolacji zapowiada się smakowicie.
Kolejno zamawiamy:
  • krem z kiszonego ogórka ze śmietanką (19 zł) - zupa jest kwaskowa, ma fajny oryginalny smak,
  • czerwony barszcz z kołdunami z kaczką (19 zł) - barszcz jest lekko pikantny, esencjonalny, to są idealnie moje smaki,
  • śledź w trzech smakach (24 zł): z suszona żurawiną i śliwka wędzoną w dymie, w śmietanie z jabłkiem i cebulą i w oleju z cebula i korniszonem - śledziem niestety jestem rozczarowana; jest wymoczony, niesłony i bez wyrazu,
  • pierogi z twarogiem, ziemniakami i lubczykiem (25 zł) - pierogi smaczne, ciasto miękkie, farsz lekko pikantny, niepotrzebnie tylko zostały wykąpane w ogromnej ilości tłuszczu na talerzu,
  • sałatka z krewetkami, jajkami i młodym szpinakiem (34 zł) - sałatka wygląda ładnie, lecz jest zupełnie bez wyrazu i smaku, nie licząc bardzo ostrej czerwonej cebuli, której nie da się zjeść. Krewetki są malutkie, ale mamy dodatkowy bonus - w środku sałatki jest włos!
  • sałatka z pomidorami, mozzarellą i owocami z musztardowym dressingiem - w środku są też gruszki, maliny i truskawki, płatki migdałów i cholernie ostra czerwona cebula, której się nie da zjeść. Straszny misz masz... sałatka robi wrażenie dania zrobionego "na winie", czyli co mi się nawinie pod rękę, to wrzucam na talerz,
  • sernik krakowski z sosem wiśniowym (18 zł) - sernik jest bardzo dobry, delikatny i kremowy, zastanowiło nas tylko jakim cudem w środku są bardzo wyczuwalne kryształki grubego cukru?
Do picia zamawiamy 2 różne margarity; jedna z malinami, a drugą z truskawkami (27 zł). Pięknie podane, z bardzo dużą ilością lodu niestety. Truskawkowa jest aromatyczna i smaczna, malinowa niestety nie smakuje niczym.
Przygoda z włosem  w sałatce kończy się przeprosinami i odjęciem dania z końcowego rachunku.
Można zdecydowanie powiedzieć że kuchnia jest tu bardzo nierówna. Muszę przyznać, że po Ewie Wachowicz spodziewałam się czegoś więcej. I po cenach - nie są one niskie - serwowanych tu dań również lepszej jakości produktów. Bardzo duży plus za obsługę kelnerską. Obsługuje nas bardzo miły młody chłopak Max, który widać, że nie jest tu z przypadku i tylko na weekend. Jest kompetentny i "zawsze na miejscu". Drugi plus za sposób podawania dań i ich wygląd. Natomiast nie mamy ochoty już tu wracać.




















Print Friendly and PDF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz