1/20/2017

Tokaj - dlaczego warto tam zajrzeć


ulica-w-sloncu

Wprawdzie w Tokaju na Węgrzech byliśmy parę miesięcy temu, ale do teraz pozostajemy pod jego wielkim urokiem. Dziś zapraszam Was na wpis turystyczno-kulinarny, czyli co warto zobaczyć i zjeść w tym cichym i urokliwym węgierskim miasteczku i o tym, że nie tylko nam przypadło nam ono do gustu ! Jeśli będziecie się wybierać na Węgry koniecznie zajrzyjcie także do Tokaju. My na pewno jeszcze tam wrócimy ! A teraz kieliszek dobrego tokajskiego wina w  dłoń i przenosimy się na Węgry...


Winnice Rakoczi i fontanna Bachusa

Główna ulica im. Rakoczego

Tokaj - dlaczego warto tam zajrzeć
Tokaj to miasto, region i pyszne wina. Wina znane już od wieków w całej Europie, Ludwik XIV nazywał je winem królów - królem win, car Piotr Wielki i caryca Katarzyna II traktowali tokajskie wina jako trunek, lek i afrodyzjak. Polscy królowie również się nim rozkoszowali mówiąc, że " nie ma wina nad węgrzyna !" Winnice skupiają się wokół wulkanicznej Łysej Góry, gdzie panuje specyficzny, który ułatwia rozwijanie się szlachetnej pleśni. W 2002 roku Tokaj znalazł się na liście światowego dziedzictwa Unesco.
Tokaj wita nas pochmurną pogodą... Planujemy tu przenocować i następnego dnia ruszyć w kierunku Budapesztu z przystankiem w Egerze. Całe szczęście następnego dnia wstajemy z pięknym słońcem, dopiero wtedy możemy podziwiać to urokliwe miasteczko w pełniej krasie !
Nocujemy w cichym i czystym pensjonacie Niki vendégház prowadzonym przez dwie sympatyczne Węgierki (młodsza całe szczęście mówi po angielsku) i znajdującym się prawie przy głównej ulicy starszej części miasteczka. 
Po ulokowaniu się i małym odpoczynku - jednak z Warszawy z której wyruszyliśmy rano to jest prawie 600 kilometrów - ruszamy w miasto. 



Główny rynek w Tokaju

Trafiamy do jednej z nielicznych otwartych o tej porze restauracji Bacchus, mieszczącej się przy rynku. Wszystkie stoliki zajęte, oprócz jednego, który jakby czekał na nas ! Po chwili okazuje się, że wokół nas sami Polacy, więc częściej w Tokaju słychać polską mowę niż węgierską. 
Głodni mamy ochotę na coś konkretnego - całe szczęście karta jest też po polsku, węgierskiego ni w ząb nie rozumiemy - zamawiamy więc pieczeń po cygańsku ze smażonym grzebieniem ze słoniny i pieczonymi z smażonymi  w papryce ziemniakami i pokrojoną w paski karkówkę z grilla ze grzybami, papryką i cebulą z dodatkiem pysznych kluseczek. Porcje ogromne, wszystko apetycznie podane, ceny zaskakująco miłe w granicach 18 -20 zł za danie. Do tego pyszny wytrawny biały i schłodzony Tokaj. Żyć nie umierać 😋.






Po obżarstwie ruszamy zwiedzać starą cześć Tokaju. Mam y wrażenie, że czas się tu zatrzymał jakieś 40 la temu..., ale ma to swój urok. Miasteczko jest czyste i zadbane, ulice już o tej porze wyludnione. Przy rynku znajduje się jedna z najstarszych tokajskich winnic - nazywana świątynią tokajskich winnic - należąca do rodziny Rakoczi, wybudowanej w XV wieku. Znajduje się tu małe muzeum i oczywiście sklep z winami. Obok jest Kossuth ter i jest piękna fontanna z Bachusem w roli głównej. Nad rynkiem króluje wieża kościoła katolickiego. Nieopodal znajduje się wzniesiony w barokowym stylu ratusz i pałac Rakoczy-Dessewffy. Okoliczne wąskie uliczki i kolorowe domy nadają miasteczku bajkowego uroku.






Następnego dnia Tokaj wita nas pięknym słońcem. Ruszamy na rekonesans gdzie by tu zjeść dobre śniadanie. Krążymy po uliczkach, większość lokali jest jeszcze pozamykana, więc wracamy do Bacchusa, gdzie wczoraj jedliśmy kolację i wszystko bardzo nam smakowało. Zamawiamy jajecznicę z leczo i serem oraz sadzone jajka z lokalną kiełbasą. I znowu jest pysznie i porcje ogromne. Do tego świeży chrupiący chleb i doskonała kawa.
W markecie ABC, który znajduje się tuż przy rynku, obkupujemy się w lokalne wina, czyli Tokaj w różnych kolorach i odmianach. Ceny oscylują w granicach 10-12 zł za butelkę. Później będziemy żałować, że kupiliśmy tak mało, bo nigdzie później na Węgrzech nie znaleźliśmy tak dobrych cen !



Przy głównej ulicy, oczywiście imienia Rakoczego, mijamy pomnik tego węgierskiego bohatera narodowego - Ferenca II Rakoczego.  Był on właścicielem największych winnic w okolicy pogórza tokajskiego. Był przywódcą powstania antyhabsburskiego, które przyczyniło się do niepodległości Węgier. 


Jajecznica z leczo



Powoli żegnamy malowniczy Tokaj i nasze urocze gospodynie. Teraz ruszamy w kierunku Budapesztu, ale po drodze zboczymy jeszcze nieco z trasy, czyli obieramy kierunek na Eger (Eger, na węgierskim winnym szlaku) ! Przed nami niecałe 130 kilometrów, czyli w porównaniu z trasą Warszawa - Tokaj, to pestka.  Czeka nas więc krótka podróż pełna cudnych widoków i krętych ścieżek.




Print Friendly and PDF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz