11/24/2015

Konkurs z fartuszkami od Kropka w kratkę


 Serdecznie zapraszam na konkurs, w którym można wygrać eleganckie, ręcznie szyte, niepowtarzalne fartuszki i rękawice kuchenne. Rola pani domu nie jest karą, a gotowanie ma sprawiać satysfakcję, nie tylko tym którzy jedzą, ale także tym którzy tworzą niezwykłe przysmaki. Dlatego "Kropka w kratkę" przygotowała serię przepięknych fartuszków kuchennych.
Po szczegóły zapraszam poniżej. 




Konkurs z fartuszkami od Kropka w kratkę

Waszym zadaniem będzie opisanie Waszego dania, którym zaskoczyliście lub, którym byście chcieli zaskoczyć bliską Wam osobę, męża, chłopaka, przyjaciela, mamę, tatę lub dzieci... Daniem przygotowanym na jakąś ważną dla Was okazję.
Cztery opowieści, które najbardziej przypadną mi do gustu nagrodzę ręcznie szytymi fartuszkami i rękawicami. Do wygrania są 2 eleganckie fartuszki i 2 razy po dwie rękawice (fotki poniżej).


Konkurs trwa od dnia 24 listopada do godziny 23:59 dnia 1 grudnia 2015 roku.

Proszę o zamieszczanie swoich opowieści w komentarzu pod tym postem.  
Swoje wpisy można również dodawać na  fanpagu mojego bloga na Facebooku
Będzie mi miło jeśli polubicie na Facebooku  mój fanpage i fanpage sponsora.

Zajrzyjcie koniecznie do sklepu internetowego gdzie znajdziecie również inne wzory fartuszków i zapasek damskich oraz fartuchy męskie, obrusy, rękawice i tkaniny.


Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jestem ja, czyli Agata, autorka bloga Kulinarne przygody Gatity. Fundatorem nagrody jest firma Kropka w kratkę i ona zajmie się wysyłką nagród.
2. Zwycięzców konkursu wybieram sama. Wyniki konkursu zostaną opublikowane na blogu i na fanpage bloga w ciągu 3 dni od momentu zakończenia konkursu.
3. Przez kolejne 7 dni czekam na przesłanie danych teleadresowych do wysyłki nagrody. Wysyłka jest możliwa tylko na terenie Rzeczpospolitej Polskiej.
4. Każdy zgłaszający może dodać nieokreśloną ilość wpisów. Wpisy muszą być podpisane nickiem lub imieniem, te anonimowe będą usuwane. Niezależnie od ilości zgłoszonych opowieści nagrodę można wygrać tylko jedną.
5. Zastrzegam sobie możliwość przedłużenia konkursu.
 6. Dodanie zgłoszenia konkursowego oznacza akceptację powyższego regulaminu.

Zdjęcia dzięki uprzejmości producenta fartuszków.

Print Friendly and PDF

27 komentarzy:

  1. Młode małżeństwo i 1 rocznica za nami.... ale z nadzieją czekamy na kolejne! Myślę więc o świętowaniu rocznicy nr 2:)
    Standardowo świece i miłe zapachy, być może dla wielu nic nadzwyczajnego, ale ja zaliczam to do cudowności!
    Do głowy przychodzi mi pomysł na grillowane plastry bakłażana (patelnia grillowa) przekładane białym serem mozzarella lub zdrowym kozim serem (najpierw będę musiała delikatnie wywęszyć na który z nich mąż akurat będzie miał smaka:)) Wszystko to oprószę oregano, solą, pieprzem i niewielką ilością płatków chili. Dodatkowo przygotuję pyszny sos z malinowych pomidorów - najpierw pomidorki sparzę a następnie przesmażę na oliwię z dodatkiem soli, pieprzu, czosnku i ostrej papryki. Na koniec wszystko pięknie zapiekę w naczyniu żaroodpornym i podam z chrupiącym pieczywem. Myślę, że mąż będzie zadowolony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale narobiłaś mi smaku ! Uwielbiam bakłażany.
      Dziękuję za Twój komentarz i życzę kolejnych cudownych rocznic :-).

      Usuń
    2. Tak, ja też je uwielbiam! Dziękuję za życzenia; )

      Usuń
  2. Ze względu na te, że jestem osobą, która woli gotować niż jeść, dlatego zarówno moi rodzice, jak i chłopak bardzo się o mnie martwią.
    Któregoś wieczora wracałam do studenckiego mieszkania po ciężkim i długim dniu. Już w przedpokoju poczułam znajomy zapach, wchodzę do kuchni a tam przy kuchence stoi mój chłopak Paweł i z całych sił miesza pełen garnek sosu do spaghetti. Zupełnie się go wtedy u siebie nie spodziewałam, dlatego był to bardzo przyjemny widok-zwłaszcza, kiedy jest się bardzo głodnym. Paweł nie jest kucharzem, ani pasjonatem kuchni, dlatego tym bardziej byłam z niego dumna i zadowolona. Kolację zjadłam z wielką przyjemnością, a był to klasyczny makaron z podsmażoną na oliwie drobno posiekaną cebulą, mięsem mielonym, pieczarkami, pomidorami, bazylią i parmezanem. Najzabawniejsze było to, że ilość sosu i makaronu wystarczyłaby do wykarmienia pułku wojska, a ja sama musiałam go jeść przez kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie to musi być miłość :-).
      Dziękuję za Twoją opowieść.

      Usuń
  3. Trzy lata temu leżałam w szpitalu z powodu wycięcia woreczka żółciowego. Mój 10 leni synek bardzo o przeżywał i postanowił w nagrodę zrobić mi niespodziankę ponieważ zawsze ja do mnie przyjeżdżał mówił mamo jak ty możesz jeść tą mleczną zupke? Nadmieni , że w tym czasie opiekowała się nim babcia. Moje szczęcie zapragnęło zrobić mi niespodziankę i przygotować coś pożywnego na przyjazd mamy. Marudził babci całe dnie , że musi mu pomóc w przygotowaniu jedzonka i zaproponował moje ulubione danie. Babcia chcąc nie chcąc musiała się zgodzić. Kiedy wróciliśmy z mężem do domu ja obolała zgięta w pół otwieram drzwi, wita mnie moje dzieciątko i od progu oznajmia: "Mamo ty sobie odpocznij ja Ci dam obiadek." Po czym przyniósł mi zapiekany schab w zupie cebulowej z pieczarami żółtym serem. Rozwalił mnie totalnie oczywiście po kryjomu udałam ,że zjadłam i pochwaliłam go, że teraz na pewno szybko wrócę do zdrowia po takim posiłku. Schabik był pyszny oczywiście wiem o z opowieści mojego męża , który miał niezłą wyżerkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie to idealne danie po operacji wycięcia woreczka :D.
      Bardzo dziękuję za zabawną historię.

      Usuń
  4. Piwo z galaretki

     Dwa składniki- galaretka i woda... tylko tyle potrzeba do rozchmurzenia przyjaciół lub rodzinki ;D Mnóstwo śmiechu, zabawy i zaskoczenia! Nigdy nie zapomnę zdziwienia mojego taty, gdy w dzień jego urodzin przechylił szklankę, a piwko nawet nie drgnęło ;) Robiłam je już wiele razy, i za każdym robi na wszystkich ogromne wrażenie. Przepis jest banalnie prosty. Wystarczy:

    Składniki:

    1 galaretka pomarańczowa
    400 ml wrzącej wody


    Przygotowanie:

    Galaretkę dokładnie rozpuścić we wrzącej wodzie. Gdy ostygnie, przelać ją do dwóch szklanek (odkładając kilka łyżek do innej miski. Będzie potrzebna do zrobienia pianki.) Szklanki z galaretką schłodzić w lodówce do całkowitego stężenia, a odłożoną wcześniej galaretkę lekko ubić trzepaczką/ mikserem do spienienia. Piankę wylać na stężałe galaretki. Całość ponownie schłodzić w lodówce około 20 minut. Smacznego!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna, ale super pomysł na słodkie piwo :-).
      Bardzo dziękuję za Twoją historię.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwa razy dodałam taki sam komentarz więc jeden skasowałam :)))))

      Usuń
  6. Torcik Truskawkowa rozkosz to ciasto, którym ja zaskoczyłam bliskich oraz którym ja zostałam mile i ciekawie zaskoczona. Ten torcik zostanie w mojej pamięci do końca życia bo wiąże się z nim bardzo fajna i śmieszna historia.
    Na moje urodziny postanowiłam wykorzystać truskawki, które są afrodyzjakiem i zrobić tort w kształcie serca. Wszystko oczywiście w tajemnicy przed mężem. Tego samego dnia zniknął mój mąż – nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości a co najlepsze nie było go w pracy, mimo że rano przed wyjściem zarzekał się, że wróci normalnie. W mojej głowie pojawiły się czarne scenariusze. W dniu moich urodzin, gdy już wszystko było przygotowane na wizytę gości wyjaśniła się historia tajemniczego zniknięcia męża.
    Jakże wielkie było moje zdziwienie oraz zdumienie kiedy w drzwiach ujrzałam mojego męża
    z identycznym tortem w kształcie serca. To właśnie była przyczyna zniknięcia mojego ukochanego, który podął się wykonania tortu z mojego przepisu (z pomocą teściowej u niej
    w domu). Ten dzień zapadnie na długo w naszej pamięci, mieliśmy dwa identyczne, obłędnie smakujące torty a śmieszną historią zabawialiśmy gości na pamiętnej urodzinowej imprezie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękną i romantyczna historia :).
      Dziękuję, że się nią z nami podzieliłaś.

      Usuń
  7. Ja osobę moich weschnień spróbowałabym zachwycić... czekoladowym ciastem buraczanym! (buraczki podkręcają mocno smak ciasta! dodają winnego smaczku). Mój luby przyjeżdża do mnie co 2 tygodnie.. Dzieli nas wiele kilometrów.. ale przed każdym przyjazdem pyta czy mu je upiekę.. Cóż mam zrobić.. piekę :)

    Składniki:
    4 buraki
    265 g mąki gryczanej
    4 jajka
    6 łyżkek kakao
    70 g oliwy z oliwek
    5 łyżek stewii
    Kilka kropel aromatu waniliowego Delecta
    3 łyżeczki proszku do pieczenia Delecta


    Przygotowanie:
    Buraki gotujemy do momentu aż będą miękkie. Obieramy i ścieamy na średnich oczkach. Wszystkie składniki zmiksować. Ciasto przełożyć do sylikonowej formy lub metalowej wysmarowanej odrobiną masła i obsypanej mąką. Piec ok. 40 min. w 180 stopniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekłam już ciasto z burakami, ale bez czekolady. Koniecznie muszę spróbować takie czekoladowe :-).

      Usuń
  8. Kocham gotować i zawsze przygotowuję dla męża różnorodne potrawy. Lubię niecodzienne połączenia smaków, także często zaskakuję mojego męża nowymi, jak to mówi "dziwnymi" smakami.Ale jeden jedyny raz to mojemu mężowi udało się mnie mile zaskoczyć i wzbudzić zachwyt. Rok temu pod koniec maja byłam w szpitalu w ciąży z naszym synkiem Mikołajkiem (przebywał jeszcze w brzuchu). Wypuszczono mnie po tygodniu leżenia. Chodził za mną smak truskawek. Chciałam się ich najeść ile mogłam. Bałam się, że jak urodzę to już nie będę mogła ich jeść, żeby mały nie miał uczulenia. Więc jak tylko mnie wypuszczono wzięłam się za pieczenia placka z truskawkami. A, że 1 czerwca mieliśmy pierwszą rocznicę ślubu to była ku pieczeniu okazja. Nie mogłam się doczekać jego smaku. Niestety, zdążyłam upiec tylko biszkopt i dostałam telefon, że jednak mam złe wyniki i mam wracać do szpitala. Ryczałam kilka godzin. Za mężem, za domem, za truskawkami. Aż tu nagle pojawili się goście. Rodzice, teściowie i mąż. Mąż przyniósł do szpitala 2 kg truskawek, truskawkowe babeczki i bitą śmietanę. Była impreza na sto dwa. Był szampan dla dzieci, serpentyny, papierowe talerzyki z balonami. Także smakiem przepysznych truskawek delektowałam się w szpitalnej poczekalni, ale był to smak już nie do powtórzenia. Była to najmilsza rzecz jaka mnie spotkała. Zaskoczenie ogromne.... a żadne inne truskawki już nigdy nie smakowały tak samo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie niecodzienna opowieść :-)

      Usuń
  9. Największym zaskoczeniem ostatniego sezonu był dla mnie bigos z cukinii. Mój mąż od dawna suszył mi głowę, żebym mu taki przygotowała, ale ja nie miałam pojęcia o czym mówi. U nas nigdy takiej potrawy nikt nie przyrządzał... Przyznam szczerze, że na początku wyobraziłam sobie taki bigos jako wegetariańską wersję tradycyjnego bigosu :) ...że cukinia to zamiennik kiełbasy, bo przecież jest taka wszechstronna! Ta myśl szybko mnie opuściła, bo była po prostu niedorzeczna :) Bardzo się zdziwiłam, kiedy przeglądałam Internet, a tam na bigos z cukinii z elementów mięsnych składała się tylko kiełbasa. Dla mnie to wtedy raczej przypomina leczo, niż bigos. Tradycyjny bigos powinien zawierać taką samą ilość mięsa, co kapusty (wagowo). No i jak najwięcej rodzajów mięs, a jego smak podbija czerwone wino. Przełożyłam te zasady na bigos z cukinii i zrobiłam go nie tylko z kiełbasą, ale też boczkiem i wieprzowiną, a całość dopełniło białe wino. Postawiłam na swoje smaki, na swój szósty zmysł i wyszło najlepsze danie, jakie kiedykolwiek zaserwowałam swojej rodzinie. Wiele razy się starałam, na każdą okazję robiłam ciasta, sałatki, gulasze, zapiekanki i dania z różnych stron świata, ale nigdy nie pochwalili mnie tak, jak za ten bigos. Może dlatego, że dla nich to też była nowość.. tego nie wiem. Kocham gotować i choć na pytanie 'co byście zjedli?' najchętniej usłyszałabym w odpowiedzi jakieś kulinarne wyzwanie, to kiedy wszyscy zgodnie krzyczą o bigosie z cukinii, wiem, że mówią to ze szczerego serca :) Za każdym razem przypominam sobie jak ten prosty smak zaskoczył mnie, męża i 2 pokolenia naszej rodziny. Nie jest daniem wystawnym, nie zrobię go na wielkie uroczystości, ale nie ma lepszej rekomendacji niż ta, że ogromny gar przeznaczony na 2 dni zawsze jest pusty pod koniec dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że faktycznie zaskakujące danie zrobiłaś, a opisałaś tak, że aż mi tu pachnie cukiniowym bigosem :-).

      Usuń
  10. W naszej rodzinie na szczęście każdy je lubi. Mąż co prawda przekonał się do nich dopiero po ślubie, ale najważniejsze, że dołączył do naszego grona. Na urodziny mojej mamy nie chciałam kolejnej sałatki na naszym stole, a do wykorzystania miałam woreczek wątróbki, więc wpadłam na pomysł z krakersami. Smak był nieziemski, połączenie niesamowite, zasmakowały one nawet najstarszemu pokoleniu, a to nie lada wyczyn :) Wyszła naprawdę elegancka przystawka, której nie powstydzicie się nawet na wytwornym przyjęciu.

    Krakersy z wątróbką drobiową

    Składniki:

    300 g wątróbki drobiowej
    1/2 - 1 jabłko zielone odmiany Granny Smith
    1 cebula czerwona
    2 truskawki
    krakersy - ok 20 sztuk
    masło - 2 łyżki
    sól
    pieprz

    Wykonanie:

    Jabłko i truskawki myjemy, po czym kroimy na pół wzdłuż. Połówki jabłka i truskawek kroimy na cienkie plastry. Brzegowe plasterki są za małe, więc nie będą się nadawać. Cebulę kroimy w ten sam sposób co owoce. Na maśle podsmażamy oczyszczoną wątróbkę, a następnie kroimy ją w plasterki. Na krakersie układamy plasterek jabłka, jeden rozchylony plaster cebuli, plasterki wątróbki i kawałek truskawki. Oprószamy krakersy solą i pieprzem. Podajemy póki wątróbka jest ciepła. Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, ale super połączenie: wątróbka i truskawki :-).

      Usuń
  11. Mój mężczyzna jest przekonany, że nikt nie gotuje tak dobrze jak jego mama.
    Oczywiście potencjalna teściowa ma niebywały talent kulinarny.
    Zawsze kiedy jem u niej obiad zaczynam się zastanawiać: A co będzie po ślubie?
    Moja wyobraźnia brnie dalej i wyobrażam sobie jak biegam po kuchni, podczas gdy ona razem z teściem i synem siedzą w pokoju i oczekują pięciodaniowego dania. A mi wszystko się pali i kipi. Jak z koszmaru !
    Zaskoczyłam swoją przyszłą/niedoszłą teściową pizzą ! Zawsze żaliła się, że nie potrafi jej zrobić. Ciasto nie wychodziło takie jak powinno być. Trenowałam, całkiem sporo. Ale jak zrobiłam pizzę - klękajcie narody. Była idealna i nawet okruszka nie można się było doliczyć po konsumpcji. Nie ma to jak to uczucie, kiedy uczeń przerasta mistrza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie, jest powód do radości :-).

      Usuń
  12. Ależ urocze te fartuszki, w ostatniej chwili przed zakończeniem konkursu- ale jednak! daję sobie szanse by powalczyć o piękną nagrodę :-)

    Daniem, które przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłam zadanie konkursowe, jest zapiekanka makaronowa z bryndzą i boczkiem, którą przygotowałabym dla mojego brata. Jest on królikiem doświadczalnym wszelkim moich eksperymentów kulinarnych (wszyskie przeżył :-) ), dzielnie znosi wszelkie zamachy na jego żołądek, dając cenne wskazówki i inspiracje.
    Z zapiekanką tą wiąże się pewna historia, a mianowicie w czasach studenckich, kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem, wpadłam na pomysł przyrządzenia tejże zapiekanki. Kupiłam niezbędne składniki (wędzony boczek, bryndzę z ulubionej mleczarni, brokuł i paprykę - żeby było kolorowo, a do posypania natkę pietruszki i orzechy włoskie) przyszłam do domu i zabrałam sie za pichcenie. W międzyczasie do domu wrócił mój brat, głodny jak nie wiem, zły, że jeszcze nie ma obiadu. Żeby było szybciej, zaproponował że mi pomoże. Okazało się, że przy tym jego "pomaganiu" ubyło mi większość produktów, gdyż dla zabicia pierwszego głodu "pożarł" kanapki z bryndzą i wędzonym boczkiem, czyli głowne składniki zapiekanki :-)
    W ostatniej chwili udało mi się ocalić resztkę bryndzy i trzy polasterki boczku, jednak było to za mało, by zrobić pełnowymiarowy obiad. Zrobiłam więc wersję "mini", żeby sprawdzić połączenie smaków, wykorzystując 1 / 4 przygotowanego do zapiekanki makaronu. Wyszło pycha, a bratu zrzedła mina, że nie zaczekał na zapiekanę, tylko skonsumował składniki w trakcie pichcenia.
    Teraz, jak coś gotujemy, to wspomina tą zapiekanę, i mówi rozmarzonym głosem: "Młodaaa, a może byśmy zrobili tą zapiekanę z bryndzą i boczkiem, tym razem pełnowymiarową....?"

    Więc przygotowałabym tą zapiekankę dla niego, zupełnie bez okazji, a przede wszystkim bez jego "pomocy" ;-)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, pomoc brata przy nie będzie zbędna :-).

      Usuń
  13. Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Już niebawem wyniki :-).

    OdpowiedzUsuń